czwartek, 23 sierpnia 2018

MISTRESS ROCKS


Mam wrażenie, że mniejszego, większego rockowego pierwiastka doszukam się w każdej swojej "odsłonie". Lubię to, chociaż nie pogardzę uroczą pastelowo-różową koszulą, bo przecież jestem "tylko" kobietą, a jak wie cały wszechświat - kobieta zmienną jest, miewa wahania godne złotego medalu. No, ale... ja nie o tym.
poniedziałek, 13 sierpnia 2018

PRZEDŁUŻONE WŁOSY METODĄ KERATYNOWĄ - FAIL


Swoje długie włosy darzę niekończącą się miłością, jednak po porodzie delikatnie osłabły i zaczęły wypadać, po konsultacji z fryzjerem skłoniło mnie to do ścięcia spooorej długości, aby się zregenerowały i wróciły im wcześniejsze siły. Tak też zrobiłam. Pomyślałam: przecież to tylko włosy, odrosną zanim się obejrzę!
Fakt faktem, prędzej czy później odrosną, jednak ich mała objętość zaczęła mnie smucić i chciałam jak najszybciej, aby urosły do wcześniejszej długości, czyli mniej więcej do pasa. Nie wytrzymałam, postanowiłam udać się do salonu, gdzie skorzystam z usługi przedłużania włosów. Po konsultacji (wszystko wydawało się na najwyższym poziomie) padł dokładny termin wizyty i do dzieła.
Zostałam skłoniona do przedłużania metodą keratynową - wydawała się ona najlepsza i najmniej inwazyjna dla naturalnych włosów. Decyzja podjęta.
TUTAJ MOŻECIE POCZYTAĆ O W/W METODZIE PRZEDŁUŻANIA WŁOSÓW *KLIK*
Sam "zabieg" przedłużania włosów trwał aż 6 godzin, na co psychicznie byłam nastawiona (fizycznie trochę mniej) i przebiegał on (wydawało mi się) odpowiednio, tak jak powinien.
Kompletnie zielona JA w tematyce fryzjerskiej (szlag mnie trafia nawet jak mam prostować włosy) byłam tak bardzo podekscytowana, że znowu moje włosy będą wręcz "zamiatały" moje pośladki :D...

Naturalnie mam gęstą czuprynę, nawet po spadku włosów po ciąży, były one nienaganne (według opinii fryzjerskiej), więc samych doczepów poszło dość sporo na moją głowę (dokładnie nie pamiętam).
Włosy do pierwszego mycia były na prawdę zadowalające. Niestety już po pierwszym myciu coś zaczęło być nie tak, mokre (doczepione) włosy okazały się kręcone, a po wyschnięciu okropnie puszyste. Mój naturalny włos mogę porównać do druta - prosty, niepotrzebujący żadnego dodatkowego prostowania, a nagle kilkanaście centymetrów włosów jest kompletnie innych. Informując o tym salon, w którym zabieg był wykonywany dostałam info, że najwidoczniej dostali złe włosy od dostawcy i... tyle. Poczułam się jakbym była testerem włosów ściągniętych z pudla :)
Zaczęły się same schody... tak jak wcześniej poświęcałam bardzo mało czasu na fryzurę, tak od tamtego momentu stałam przed lustrem każdą wolną chwilę. Moje nerwy sięgły zenitu i jedyną fryzurę jaką zaczęłam akceptować to cebulka na czubku głowy.
Rozczesywanie stało się koszmarem, mycie stało się koszmarem, dosłownie wszystko co związanego z doczepami wprawiało mnie w szał.

Pomińmy moje emocjonalne szaleństwa związane z tym tematem, przejdźmy do etapu późniejszego.


Zabieg wykonałam w maju, zostałam poinformowana przez fryzjerkę wykonującą przedłużanie, że kolejna wizyta powinna być za pół roku - OK, przytaknęłam - nie znam się, skoro ktoś kto uważa się za profesjonalistę tak twierdzi, najzwyczajniej w świecie ufam tym stwierdzeniom.

I teraz stało się wielkie BUM! dosłowny czysty przypadek, przeglądam na Instagramie znajomych Story i moim oczom nagle okazuje się zdjęcie z salonu fryzjerskiego pt "przyszła do nas klientka, która miała coś takiego zrobionego przez innego fryzjera... tragedia" i pokazane przedłużone włosy metodą keratynową (albo raczej "keratynowo-podobną"). Porównując ukazane zdjęcie ze swoimi "profesjonalnymi" doczepami nie widziałam żadnej różnicy.
W mig napisałam do w/w salonu, który znajduje się w Warszawie, byłam gotowa wręcz błagać o pomoc! Parę tygodni później czekała mnie wizyta u dziewczyn ze stolicy, które dosłownie dokonały cudu na mojej głowie. Opowiadały mi przeróżne przypadki i... okazało się, że jestem ich najcięższym przypadkiem, nigdy nie widziały na własne oczy, że ktoś może klientce zrobić coś tak paskudnego i wziąć NA PRAWDĘ NIEMAŁE (!!!!!!!!) PIENIĄDZE i na dodatek przyjść za pół roku. Dziewczyny wytłumaczyły mi, że na kontrolę i ewentualną korektę przychodzi się po 2-3 miesiącach od wykonania zabiegu. Pomijając fakt, że włosy były tragicznie dobrane do moich naturalnych, były źle "przyczepione", użyta keratyna lepiła się po całej długości włosa, to dodatkowo przy samej skórze głowy od doczepionych włosów porobiły się trudne do ogarnięcia kołtuny.
Byłam na skraju wytrzymałości, dziewczyny chyba również ...
Szefowa salonu przygotowywała zgodę na ścięcie włosów, bo nie wierzyła, że można to uratować.

Otoczyły mnie trzy dziewczyny, które z zaciśniętymi zębami zaczęły z wielkim skupieniem dłubać wokół lepiącej się keratyny, sztucznych brzydkich włosów a moimi biednymi naturalnymi.
Ponad dwie godziny pracy i nerwów, a przy tym stresów. Ten cały ból i ciągnięcie kompletnie mnie nie ruszały, skóra głowy miałam wrażenie, że zapłonie żywym ogniem, ale patrzyłam w lustro i modliłam się, aby dziewczyny uratowały moje włosy.

Tak też się stało. KAMIEŃ Z SERCA to mało powiedziane! Dziewczyny dokonały cudu - twierdzą tak wszyscy, a ja chciałam im się kłaniać w pas.

Teraz mam swoją naturalną długość, kilka sztuk doczepionych PRAWIDŁOWO, ODPOWIEDNIO dobranych włosów słowiańskich metodą keratynową.

Dziewczyny, apeluję! Sprawdzajcie na każdy możliwy sposób salon, w którym oddajecie swoje zaufanie i włosy, które tak bardzo "tworzą" naszą kobiecość i pewność siebie.
Ktoś, kto wydaje się być profesjonalistą... cóż :) niekiedy chce tylko zarobić i nie zależy mu na tym czy dany klient przyjdzie drugi raz.
Ja, jako osoba, która idzie z zaufaniem oczekuje profesjonalizmu, a jeśli dana osoba się nie zna bądź nie czuje się na siłach, nigdy wcześniej nie wykonywała zabiegu (cokolwiek, jakkolwiek bla bla bla) to niech nie traktuje mnie jako testerki, która wyciągnie z portfela kupę forsy :)

SALON, KTÓRY WYKONYWAŁ PRZEDŁUŻANIE ZA PIERWSZYM RAZEM *KLIK*
SALON, KTÓREMU KŁANIAM SIĘ W PAS I URATOWAŁ MOJE PIĘKNE WŁOSY *KLIK*