środa, 27 czerwca 2018

DLACZEGO BIKINI FITNESS?


Dziedzina, która budzi wielu przeciwników jak i zwolenników, ale ten fakt zdecydowanie nie powinien dziwić nikogo - tak jest dosłownie we wszystkim. 
Moja decyzja o przygotowaniach do zawodów bikini fitness nie zrodziła się "pewnego poranka", jest to temat, który towarzyszy mi od kilku lat. Pytanie dlaczego nie zdecydowałam się od razu? A no dlatego, że nie od razu Rzym zbudowano ;) Mam tu na myśli nie tylko aspekt przygotowania fizycznego, lecz w dużej mierze, jak nie w tej większej części - aspekt przygotowania psychicznego. 
Pomimo, że w życiu zdarza mi się ryzykować, podejmować bardzo spontaniczne decyzje, jestem profesjonalistką, może trochę nieokrzesaną, ale cenie sobie spokój ducha. 
Jak już nie raz Wam wspominałam, okres kilku tygodni po ciąży był dla mnie dość trudnym okresem i wtedy jakakolwiek choć najdrobniejsza myśl o zawodach była nie do zaakceptowania dla mojego umysłu. Ba! Momentami wątpiłam o swoim wielkim powrocie do ukochanych treningów. 
No dobra, ten etap mam daleko za sobą dzięki Bogu, dzięki osobom z mojego otoczenia i dzięki swojej zawziętości, która gdzieś tam zaczęła się przebijać przez warstwy rezygnacji. 
Moje ciało w tamtym czasie nie przypominało jeszcze sylwetki wysportowanej (pomimo, że całe swoje życie jestem bardzo związana ze sportem, nawet w czasie ciąży), była to wielka nasączona wodą gąbka, niezbyt estetyczna (jeśli obserwujecie mnie na Instagramie, przeglądacie na bieżąco moje wywody na InstaStory, to wiecie o czym piszę). 
"Wystarczyło" pozbierać, posprzątać ten bałagan i powsadzać swoje myśli do odpowiednich szuflad. 
Dokładnie 5 miesięcy po CC padła ta magiczna długoterminowa decyzja. Kiedy jak nie teraz? 
Urodziłam wspaniałego, małego człowieka, który jest teraz moim paliwem do działania, właśnie On zasługuje na matkę, która z podniesioną głową w życiu będzie uczyła go swoimi poczynaniami wiary w siebie. 
Wiecie, tutaj chyba zrozumieją mnie tylko matki - kiedy pojawia się na świecie dziecko, choćbyśmy straciły czucie w nogach, wejdziemy na najbardziej strome schody (nie ujmując kompletnie nikomu).
Dla mnie, jako dla sportowca, podejmowanie kolejnych wyzwań jest czymś naturalnym, dlatego HEJ HO! LET'S GO! :) 



0 komentarze

Prześlij komentarz