poniedziałek, 15 stycznia 2018

DLACZEGO CC?


Nie jestem tu po to, żeby owijać w bawełnę. Dziewięć miesięcy ciąży był dla mnie czasem wyjątkowym. Zanim pod moim sercem zaczęło rosnąć nowe życie, układałam w głowię przeróżne scenariusze: na pewno urodzę naturalnie, szybko i bez traumatycznych przeżyć, a moja córka będzie miała na imię Nina. No dobra, a jak urodzę to przyniosą mi kubek mocnej kawy i obejrzę w sali poporodowej ulubiony film akcji. Więcej wymagań nie mam!
Cóż. Życie jednak tworzy nam swoje własne scenariusze i niekoniecznie my sami mamy na to większy wpływ. Lekarza ginekologa odwiedzałam systematycznie co miesiąc, wykonywałam szereg podstawowych badań dla ciężarnych, a wyniki utwierdzały mnie w tym, że ciąże przechodzę na prawdę idealnie. Ale idealnie zawsze być nie może.
Przedostatnia wizyta u ginekologa, wchodzę z podniesioną głową i już nie mogę się doczekać jak na USG zobaczę swojego małego sportowca, już wiem na sto procent, że będzie to chłopak, więc przybieram nogami i z dumą odsłaniam swój brzuch do badania. Dźwięk bicia serca malucha okazały się dla mnie najlepszą muzyką dla mych uszu, mogłabym leżeć w gabinecie i oglądać jego małe ciałko dniami i nocami. Nagle z wypowiedzi lekarza łapię pojedyncze słówka: KTG, jutro, koniecznie, rano, szpital, torba z rzeczami, nie zapomnieć (...) Patrzę na swojego narzeczonego i wzrokiem staram się błagać, aby powiedział mi o co chodzi. Oboje byliśmy zdezorientowani i w jednej chwili moja idealna ciąża, moje idealne wyniki stały się nieważne. Byłam w 37 tygodniu ciąży i nagle dowiaduje się pod koniec ciąży, że mój mały Bąbelek naciska główką na pępowinę, a przy rozpoczęciu porodu naturalnego pępowina może wypaść, co uniemożliwi dostarczenie tlenu dziecku. Nie pamiętam drogi do domu, był wieczór, a ja musiałam się skrupulatnie spakować, o niczym nie zapomnieć i czekać do kolejnego dnia.
Przeszłam pierwsze w życiu badanie KTG w legnickim szpitalu, bezczynne leżenie z grubymi pasami na brzuchu i zastanawianie się "co dalej?". Mój lekarz ginekolog sprawdził wyniki i kazał przyjechać na kolejne badanie w następnym tygodniu, oczywiście będąc ze mną w stałym kontakcie telefonicznym. To był najgorszy tydzień w moim życiu, rany: zaraz urodzę i każdy dzień jest jedną wielką niewiadomą.
Jakimś cudem dotrwałam do kolejnego badania. Jadąc do szpitala oczywiście ze spakowaną torbą dla mnie i dla dziecka, głęboko przeczuwałam, że już tam zostanę. Przełom 37-38 tygodnia ciąży.
Nudne KTG trwa, czeka mnie jeszcze rozmowa z moim lekarzem i ewentualne badanie USG. Dobra, już jest wszystko wiadome. Pępowina pod główką dziecka może spowodować niedotlenienie, a przy ogólnym badaniu ginekologicznym okazało się, że poród może się zacząć lada moment (co????). Prawie dziewięć miesięcy nastawiania się na poród naturalny, w jednej chwili zamieniły się na poród poprzez cesarskie cięcie, i wcale nie obchodziła mnie blizna, ból, cokolwiek co może kojarzyć się z operacją, dla mnie najważniejsze było szczęśliwie urodzić zdrowe dziecko.
Takim oto sposobem zostałam w szpitalu i czekałam na przywitanie mojego pierwszego dziecka, które odbędzie się już za dwa dni!
Wtorek, wczesny ranek, pukanie w szpitalne drzwi i przywitanie mojej cudownej Pani Doktor, która z uśmiechem zaprasza mnie do "cięcia"! :D

W jednej chwili wszystko stało się nieważne. Ważne było zdrowie mojego dziecka. Nie upierałam się na poród naturalny, który - nie ukrywam - myślałam przez większość ciąży, że dojdzie do skutku.


więcej o MOJEJ CIĄŻY - TU!


0 komentarze

Prześlij komentarz