piątek, 29 grudnia 2017

MOJA CIĄŻA - JAK TO BYŁO U MNIE?


Ciąża to niepodważalnie wyjątkowy czas dla kobiety (dla partnera nieco mniej, biorąc pod uwagę nieznośne wahania nastrojów i wybrzydzanie każdej potrawy w drogiej restauracji). Jak to piszą w książkach i internetach, ciąża to wymioty, nudności, dziwaczne zachcianki kulinarne, burza hormonów i nieznośne uczucie ciężkości... dodatkowo: opuchnięte stopy, nabieranie wody z prędkością światła, nieprzespane noce i wizyty w toalecie co kilka minut. Chciałoby się więc zadać pytanie: jaki to do cholery "stan wyjątkowy" z tyloma paskudztwami?
Opowiem jak to było u mnie!
Jak to na kobietę przystało, już kilka lat wstecz w żartach i nie żartach, przygotowywałam swojego narzeczonego na najgorsze "skutki uboczne" ciąży, no dobra, siebie również, więc byłam na to mentalnie przygotowana: będę spuchnięta jak balon na imprezie urodzinowej u sześciolatki, za nic w świecie nie wyprostuje porządnie kręgosłupa z tym wielkim bagażem co wyrósł mi pod klatką piersiową, położę się do łóżka i będę czekać do dziewiątego miesiąca zajadając się wielką paczką chipsów. Szczerze. I wcale sobie nie tłumaczyłam, że będąc trenerką i dietetykiem sportowym, należałoby na śniadanie, obiad i kolacje jeść brokuł z suchym kurczakiem, a pomiędzy wykonać porządny trening. Po prostu - opowieści mamy, babci, ciotek, koleżanek i internetów doprowadziły mnie w stan zagłady - będę spuchniętą piłką i wszystko mi wolno.
Bzdura.
Kobieta w ciąży (a bynajmniej w moim przypadku tak się stało) poznaje swój organizm od podstaw, włączają się magiczne instynkty i już nie myślimy tylko o sobie, ale przede wszystkim o rozwijającej się małej istocie tuż pod naszym sercem, więc pochłanianie czekolady w kilogramach nie miało racji bytu.

JAK TO BYŁO Z PODJADANIEM? 
Jedyne do czego ciągnęło mnie częściej niż zwykle to... owoce. Miałam ten fart, że najcięższy stan ciąży przechodziłam w lato, więc arbuz był kupowany prawie codziennie i mogłam go zjeść całego naraz, sama oczywiście (bo z kim będę się dzielić?).
Podstawiane mi pod nos batoniki, czekoladki z orzechami, bakaliami i innymi pysznościami, były mi zupełnie obojętne i absolutnie mogłyby nie istnieć. ALE! Nie powiedziałam, że przez całe dziewięć miesięcy nie zjadłam ulubionej formy cukru. Słuchałam swojego organizmu i jeśli był czas na doładowanie się czekoladą, sięgałam po nią w małych ilościach i była to czekolada gorzka 70% (do zaspokojenia pragnienia, nie do obżarcia się do nieprzytomności of kors).
Moim kolejnym kulinarnym "grzeszkiem" było raz na jakiś czas wypicie prawdziwego kakao na mleku migdałowym lub zwykłym dla dzieci (ponad 3% tłuszczu) i zagryzanie kawałkiem chlebka białkowego z domowym dżemem malinowym (dziękuję Ci mamusiu!).

ZACHCIANKI? A CO TO TAKIEGO? 
Moja mama lubi opowiadać, a historie o tym co to ona jadła będąc ze mną i z moim bratem w ciąży stawały się monotonne i nudne. Kiedy otwierałam lodówkę i wyciągałam z niej coś... normalnego, typu jogurt naturalny, wytrzeszczała oczy i wręcz namawiała mnie do zjedzenia wielkiej białej bułki z kiełbasą i majonezem, a ja najzwyczajniej w świecie nie miałam ochoty.
Moje odżywianie sprzed ciąży nie różniło się znaczącą od tego będąc w ciąży, z czego jestem na prawdę zadowolona, bo czułam się dobrze, lekko (tak, dobrze czytasz) i miałam energię do samego rozwiązania.

TRENINGI W CIĄŻY?
Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, śmiałam się przez łzy do swojego narzeczonego, że moje ostatnie treningi były intensywne jak nigdy dotąd i taką moc najwyraźniej przekazał mi mój syn. Po konsultacji z lekarzem (co jest najważniejsze) kontynuowałam treningi na miarę swoich możliwości.
Większą uwagę poświęciłam rozciąganiu się, spacerom, ćwiczeniom na piłkach i gumach, a ciężary z każdym kolejnym treningiem wybierałam lżejsze.
Dodam, że do dziewiątego miesiąca prowadziłam swoje treningi personalne w Studio, co wiązało się z aktywnością do późnych godzin wieczornych - działałam na pełnych obrotach, ale dodatkowe kilogramy i rosnący brzuch śmiało mi na to pozwalały.
Każdej kobiecie spodziewającej się dziecka życzę, aby czuły się tak dobrze jak czułam się ja!

ILE KILOGRAMÓW POSZŁO DO GÓRY?
Ta kwestia czasami nie dawała mi spać. Ciągle obijały mi się o uszy informacje o tym, że "Kasia przytyła 30 kg, a Natalia 25" - Boże, jeśli przytyje tak bardzo to po schodach zacznę się turlać, a na górę nie ma opcji, nie wejdę, no chyba że dobrze się odbije od podłogi.
Prawda jest o niebo łaskawsza, przytyłam niecałe 8 kg (przed porodem: niecałe 62 kg, przed ciążą: 54 kg). Czułam się na prawdę lekko, o ile tak się w ogóle można czuć w ciąży (lol), ale na to wpływ miało wiele czynników!

CO UŻYWAŁAM DO SMAROWANIA BRZUCHA?
W tej kwestii poratował mnie mój Patryk - tak, to on zadecydował jaki kosmetyk będzie najlepszy. W sumie używałam dwóch na początku, a pod koniec już tylko sam olejek. Mowa o Musteli i olejku BioOil. Z obu jestem zadowolona i śmiało mogę polecić!

fot. Iwona Rygielska 


Dziewięć miesięcy wielkich zmian: tych mentalnych, tych fizycznych. Nasze ciało potrafi niesamowicie wiele, przez prawie rok czasu jest domem dla naszego małego brzdąca, a później pozwala go urodzić.

Jeśli macie możliwość i pozwolenie od lekarza - ćwiczcie w ciąży!
Gwarantuje lepsze samopoczucie :)

0 komentarze

Prześlij komentarz